Biuro Reklamy Sylwia Wilczyńska Magazyn “Natura&Zdrowie”, oraz Portal "NaturaZdrowie.com" Email: reklama@naturazdrowie.com Redakcja portalu: Redaktor prowadząca: Katarzyna Melihar Email: portal@naturazdrowie.com Redaktor: dr Małgorzata Musioł Email: redakcja@naturazdrowie.com
Klaudia Cwajna to naturopatka młodego pokolenia, prowadzi własny gabinet zielarski i nazywa siebie Klaudią – Zielarką. Rozmawiamy z nią o tradycyjnych metodach leczenia, opartych na ludowych recepturach, które przechodzą renesans w naszych czasach.
Na Sympozjum Zielarskim mówiłam m.in. o tym, że choroby autoimmunologiczne nigdy nie powinny mieć miejsca we współczesnych czasach, a w XXI wieku mamy ich całą plagę. Nasze ciało, które z natury jest stworzone jako idealny mechanizm, nie powinno wchodzić w tryb autoagresji, która występuje przy chorobach autoimmunologicznych. Okazuje się również, że te choroby zwykle nie występują w pojedynkę. Zwykle, jeśli u kogoś jest stwierdzona jakaś choroba autoimmunologiczna, to należy dobrze się przyjrzeć, bo najprawdopodobniej ten człowiek ma ich znacznie więcej.
Jako przyczyny chorób autoimmunologicznych możemy uznać na przykład: rozszczelnienie bariery jelito-krew, krew-mózg, krew-oko. Często powodem tego mogą być pestycydy, antybiotyki czy metale ciężkie. Kolejnym z powodów może być niski poziom witamin, szczególnie witaminy D3, co niestety dotyczy 80% społeczeństwa. Do występowania chorób autoimmunologicznych przyczyniać się mogą również pasożyty, przerost mikroflory bakteryjnej w nieodpowiednich miejscach, a także występowanie L-form bakterii czy form przetrwalnikowych, opornych na antybiotyki. Do tego dochodzi ogólne zatrucie organizmu (metale ciężkie, pestycydy, antybiotyki, leki, toksyny). Wiele osób reaguje negatywnie na lektyny obecne w żywności (w warzywach psiankowatych, soi czy orzechach). Z perspektywy biologii totalnej mówi się też o przyczynach emocjonalnych, takich jak np. brak akceptacji samego siebie, która może prowadzić do rozwoju chorób autoimmunologicznych.
Zacznijmy może od tego, że przez ostatnich kilka pokoleń nasza odporność znacznie się osłabiła. Jest ku temu wiele powodów, na przykład to, że zbyt często stosujemy antybiotyki – nawet na zwykły katar, w naszym jedzeniu obecna są liczne hormony, herbicydy i pestycydy, do tego dochodzi ogólne zanieczyszczenie środowiska i zbyt duże zaufanie mającej zaledwie 100 lat medycynie opartej na farmaceutykach.
Nasze babcie leczyły się inaczej. Domowe produkty, jak czosnek i cebula, zastępowały niejeden lek. Lniane prześcieradło służyło w wielu jednostkach chorobowych do zwijania na sucho, na mokro, bańki, hydroterapia czy pijawki – te metody dawniej były czymś oczywistym. Pamiętam z dzieciństwa wyciąg spirytusowy z czosnku – usta aż piekły od ostrości, ale taki antybiotyk nie niszczył naturalnej flory jelitowej, a działał bardzo skutecznie (poniżej podaję przepis).
Jest wiele prostych wyciągów z ziół – genialnych receptur, które dziś warto byłoby sobie przypomnieć. Na przykład sok z cebuli, syrop z pędów sosny, herbata z korzenia pierwiosnka, syrop z kwiatów czarnego bzu, nalewka z owoców dzikiej róży czy sadło borsucze – to były kiedyś remedia dostępne w każdym domu. Trzeba jednak pamiętać, że nasze babcie, poza medykamentami, o których mówiłam, również hartowały swoje ciała – wychodzeniem na mróz, postami, chodzeniem boso. A czy my – ludzie XXI w. też tak robimy? Odpowiedź nasuwa się sama.
Ludzie w dawnych czasach, nawet nieświadomie robili wiele pozytywnego dla swojego zdrowia. Niegdyś nie było w domach herbaty i kawy, a ludzie pili zebrane własnoręcznie zioła: dziurawiec, pokrzywę, lipę, krwawnik. Każde z tych ziół ma działanie wspomagające trawienie. A czy my dziś pijemy codziennie zioła? Na ból brzucha stosowano wyciąg z orzecha włoskiego, na biegunki piło się korę dębu. Przy zaparciach jedzono suszone borówki. Proste sposoby, jak picie ciepłej wody czy mieszanek ziołowych, dawały niezwykłe efekty. Myślę, że kiedyś problemów trawiennych było mniej, z pewnością dlatego, że jedzono bardziej wartościowe produkty i spożywano znacznie mniej pokarmów. Były one również po prostu zdrowsze.
Zastanówmy się, dlaczego w ogóle mamy bóle głowy i migrenę. Powodów jest sporo, ale najczęstsze to po prostu odwodnienie organizmu i niski poziom magnezu oraz elektrolitów. Inne powody – często na pierwszy rzut oka niezwiązane z bólem głowy – to np. źle nastawiony kręgosłup szyjny, który może być przyczyną napięciowego bólu głowy. Bóle głowy mogą być też reakcją organizmu na glutaminian albo azotyn sodu w żywności. Polecam wypić szklankę ciepłej wody z solą kłodawską – to w wielu przypadkach daje świetny efekt znoszący ból. Konsultacja u osteopaty jest kluczowa.
Myślę, że niejeden raz ziołowe kadzidła zdjęły z głowy ciężar bólu i choroby. Dawniej w domach pod sufitem zawsze wisiały bukiety ziół, w domu więc obywała się nieustanna aromaterapia. Czy w takim miejscu mogło coś nas boleć?
Egzema i inne problemy skórne to często objaw obecności pasożytów w organizmie. Trzeba się ich pozbyć. Nasi przodkowie robili to nawet nieświadomie, pijąc zioła, na przykład wrotycz, glistnik czy boże drzewko. Dzięki ziołom enzymy trawienne naszych przodków były silniejsze, a tym samym ryzyko kolejnych infekcji pasożytniczych było mniejsze.
Tradycyjnym sposobem na oparzenia była maść z żywicy sosnowej – bardzo polecam zrobić ją samemu i mieć w domu na wypadek wszelkich zakażeń, oparzeń czy niegojących się ran, a dla „odważnych” polecam nauczyć się stawiać pijawki – to dawny sposób radzenia sobie z wieloma schorzeniami. Wspomniana maść z żywicy, maść dziegciowa i pijawki będą dobrym wyborem przy grzybicach. Jednakże trzeba pamiętać, że zakażenie grzybicze zaczyna się wewnątrz organizmu i dlatego dawniej skutecznie radzono sobie z grzybicami, pijąc kwaśne mleko, nalewkę z kitu pszczelego czy mocząc stopy w roztworze domowego octu lub sody.
Ból od zawsze towarzyszył człowiekowi, ale ludzie w dawnych czasach mieli na niego swoje sposoby – smarowano chore, załamane czy obolałe miejsca domową maścią żywokostową – wiele razy uratowała ona komuś życie. Kiedy bolało ucho, to wkładano do niego geranium, czyli tzw. cytrynkę. A czego dziś my używamy do uśmierzenia bólu? Z pewnością nie zaparzamy małej makówki – pełnej opioidów i nie dajemy jej niemowlakowi przy kolce. Nie znam też nikogo, kto bierze poranną „kąpiel” w gaju z pokrzyw, bo tak kiedyś radzono sobie z bólem. Zmienione reumatyzmem czy bolesne miejsce zawijano utłuczonym liściem chrzanu lub kapusty, a odważniejsi chłostali chore miejsca za pomocą świeżych pokrzyw.
Dawniej te choroby były mniej powszechne, z uwagi na nieprzetworzoną dietę. Kiedyś zboże, mięso, jaja, nabiał pochodziły z własnych gospodarstw, były to produkty świeże, naturalne i nieskażone „nowoczesnością”. Dziś w dobie żywienia „marketowego” człowiek zachowuje się jak zebra na sawannie – ciągle je. Zdrową, prawdziwą żywnością i postami nasze babcie nie doprowadzały do tego typu chorób, a gdy ktoś już je miał – herbata z jemioły czy głogu nie raz pomogła przy chorobach serca czy nadciśnieniu.
Gdybym dziś miała problem z zapaleniem nerek, pęcherza albo nie mogła zajść w ciążę – od razu zastosowałabym u siebie pijawki. To remedium na każdy tego typu problem. Babcie często wybierały ten sposób, bo w dawnych czasach nie do pomyślenia było, że zamężna kobieta nie miała dziecka – to była ujma dla kobiety. Poza tym stosowano zioła: krwawnik i pokrzywę pito na zbyt obfite miesiączki, rumianek rozkurczowo przy bólach, znamię kukurydzy na kamice nerkową, a czerwoną koniczynę w okresie menopauzy.
Mój ukochany i zakazany wrotycz to zioło przyszłości, a patrząc na skład fitochemiczny, z pewnością mógłby zastąpić wiele leków. Tylko trzeba się zastanowić, czy w dzisiejszym świecie chodzi o to, aby kogokolwiek wyleczyć. Nawet gdyby zakazano stosowania ziół, to nikt nie zabroni im rosnąć, a nam poszerzać swojej wiedzy i świadomości na ich temat. Moim zdaniem zawsze warto po nie sięgać w leczeniu rozmaitych schorzeń.
Oto mój poradnik na zdrowie w 10 punktach.
1. Śpij 8 godzin dziennie w maksymalnie ciemnym pomieszczeniu.
2. Pij 3 litry płynów dziennie (plus herbaty ziołowe).
3. Jedz tylko naturalne jedzenie.
4. Ruszaj się i obowiązkowo chodź boso.
5. Unikaj światła niebieskiego, a codziennie pokaż się słońcu.
6. Medytuj lub módl się codziennie. Celebruj ciszę.
7. Skupiaj się na pozytywach, a negatywy akceptuj.
8. Zużyte rzeczy wyrzucaj, dbaj o porządek w głowie i swoim otoczeniu.
9. Raz w roku oczyść organizm, idź do osteopaty, zastosuj pijawki.
10. Otaczaj się dobrymi relacjami z rodziną i przyjaciółmi.
100 g czosnku świeżego
1 szklanka spirytusu
słoik 500 ml
Do suchego słoika włożyć pokrojony w cieniutkie plasterki ceramicznym nożykiem czosnek, zalać spirytusem. Ostawić w ciemne miejsca na 2 tygodnie. Po 2 tygodniach nalewka jest gotowa. Pić kilka kropel, trzymając przez chwilę pod językiem w razie przeziębienia, choroby, infekcji. Jest to przepis mojej Babci.
Naturopatka młodego pokolenia, autorka receptur zdrowotnych i kosmetycznych KopiecZdrowia.pl, nazywa siebie Klaudią Zielarką.
